Mateusz Perdek
Oracio de laudibus et
dignitate eloquencie et oratorie sciencia
Jana z Ludziska.
Z dziejów piętnastowiecznego
oratorstwa polskiego.
Artykuł jest próbą retorycznej
analizy mowy napisanej przez krakowskiego profesora w XV stuleciu; analizy, której
głównym zadaniem jest wskazanie wielorakich powiązań intertekstualnych
wspomnianego utworu zarówno z dziełami Cycerona jak i jego włoskich naśladowców
oraz twórczością wieków średnich. Dalszym celem przeprowadzonego „rozbioru”
jest ukazanie złożoności tekstów piętnastowiecznych w ogóle, wobec których
takie określenia, jak „humanistyczny” czy „średniowieczny” wydają się poznawczo
mylące.
***
Stefan Swieżawski na
marginesie swojej monumentalnej pracy o dziejach
filozofii europejskiej zauważył, że utwory powstałe
w XV wieku są tak „średniowieczne” i
„humanistyczne” zarazem, że wymykają się prostym
klasyfikacjom typologicznym[1].
Prawda ta, choć bez wątpienia znana filologom
a także tym nielicznym, którzy czytają
jeszcze literaturę dawną nie tylko dlatego,
że muszą - do tej grupy należy zapewne
większość studentów polonistyki - ale że chcą,
jedynie w nikłym stopniu odzwierciedlenie znajduje
w badaniach szczegółowych. Dowodem na to
jest przede wszystkim brak w dotychczasowym
dorobku filologii polskiej zadowalającego omówienia
kwestii związanych z retoryczną prozą powstałą
w środowisku Akademii Krakowskiej w XV
stuleciu. A przecież nawet pobieżne zaznajomienie
się z kilkoma zaledwie tekstami - mowy,
listy - napisanymi w interesującym nas okresie
ujawnia całą ich złożoność; fenomen współistnienia
w jednej całości - konkretnym tekście - tego,
co „średniowieczne”, z tym, co „humanistyczne”.
Same zresztą określenia używane przeze mnie
w cudzysłowie wydają się wobec wspomnianej
prozy czysto umowne. Wskazują jedynie proweniencję
danego elementu składowego tekstu - motywu, toposu,
cechy stylistycznej, idei itp. - ale jednocześnie
nie przesądzają o przynależności typologicznej
samego utworu. I tak w zachowanej spuściźnie
epistolograficznej Marcina Króla z Żurawicy obserwować
możemy zastąpienie „średniowiecznego” odnoszącego się
do adresata zaimka liczby mnogiej vos „humanistycznym”
tu. Z drugiej strony, składnia samych
listów bez wątpienia pozostaje pod wpływem
stylistyki średniowiecznej. „Humanistyczny” natomiast
kult dla Cycerona, jaki ujawnia krakowski
matematyk nie łączy się jednak w samej
korespondencji ze śladami wnikliwej lektury dzieł
Arpinaty, przynajmniej tych, które, jak De
oratore, stały w centrum zainteresowania Barzizzy
czy Guariniego.
Niniejszy
artykuł stawia sobie dwa podstawowe cele.
Pierwszym jest ukazanie na przykładzie analizy
Oracio de laudibus et dignitate eloquencie et oratorie sciencia powyżej zarysowanej
kwestii niejednoznaczności typologicznej piętnastowiecznych
utworów prozatorskich. Drugim natomiast, a w
intencji piszącego te słowa podstawowym celem,
jest przybliżenie czytelnikom samego, chyba nieco
zapomnianego dziś, tekstu.
I
Oracio de laudibus et
dignitate eloquencie et oratorie sciencia napisana została w roku
1440 przez Jana z Ludziska, ówczesnego
wykładowcę na wydziale artystów Akademii Krakowskiej[2].
Jest mową uniwersytecką, a więc taką,
która nie tylko powstała w środowisku
uniwersyteckim, ale także taką, której projektowanym
odbiorcą jest uniwersytecka społeczność uczniów
i nauczycieli. Za przedmiot ma przede
wszystkim chwałę i godność retoryki - sztuki,
która wchodziła w zakres akademickiego
curriculum. Jako taka może więc być nazwana
rekomendacją, jeśli pod pojęciem tym rozumieć
będziemy pochwałę jednej z dyscyplin naukowych.
Ten typ mów, znany i popularny w
średniowieczu, kontynuowali także humaniści włoscy,
by wspomnieć jedynie rekomendacje Gasparina Barzizzy[3].
Ujmując natomiast interesujący nas tekst w
kategoriach genologicznych retoryki antycznej, stwierdzić
należy, że reprezentuje genus mixtum (rodzaj mieszany);
że stanowi połączenie mowy „popisowej” z
mową „doradczą”. O takim jego charakterze
decyduje przede wszystkim budowa osnowy, która
dzieli się na dwie części. O ile
jej część pierwsza realizuje przede wszystkim
wytyczne związane z genus demonstrativum (rodzajem popisowym),
a więc służy pochwale (laus) elokwencji
- zmierza do wzmocnienia w audytorium siły
akceptacji dla wartości retoryki - o tyle
jej część druga ukierunkowana jest w dużej
mierze na przekonanie, pouczenie, zachęcenie
słuchaczy do podjęcia studiów - już nie
tylko retorycznych - na wydziale artium Uniwersytetu
Jagiellońskiego. Jest więc objętościowo obszerną
zachętą (cohortatio) zwyczajowo umieszczaną w
uniwersyteckich oracjach. Sam Jan z Ludziska
dał zresztą bezpośredni wyraz takiej właśnie
funkcji interesującego nas fragmentu, stwierdzając:
aliquantulum eciam hac in solarium adhortacione terrere esse sencio.
Na koniec tych
wstępnych uwag gwoli ścisłości dodać należy
jeszcze, że jako złożona z czterech części,
do których analizy przejdziemy poniżej, interesująca
nas oracja przynależy do kategorii mów
większych.
II
Jak
sądzę, kluczem do opisania i zrozumienia
retorycznego wzorca realizowanego przez Oracio de
laudibus... jest gruntowna analiza eksordialnej (wstępnej)
partii mowy. Znajduje to swoje uzasadnienie
przede wszystkim w fakcie, że to właśnie
inicjalna część oracji była najbardziej skonwencjonalizowanym
miejscem w przestrzeni tekstu. Jako taka
zatem stanowi swoisty „papierek lakmusowy”, który
odzwierciedla wszelkiego rodzaju zmiany w podejściu
danego autora do obowiązującego paradygmatu retorycznego
a także metamorfozy, jakim ulegał sam
paradygmat.
Najbardziej
znamienną cechą eksordium Oracio de laudibus... jest
sposób wprowadzania tematu mowy, w czym
zauważyć można częściowe przynajmniej odejście
od wzorców polecanych przez średniowieczne podręczniki
ars dictaminis. Uwaga ta dotyczy w pierwszej
mierze rezygnacji ze stosowania verba thematis rozumianych
jako przytoczenie fragmentu tekstu biblijnego
lub patrystycznego, który określał przedmiot
mowy[4].
W miejsce tych ostatnich nasz krakowski
mistrz stosuje odautorską a więc niefunkcjonującą
na prawach cytatu wypowiedź, zwykle, jak
w przypadku interesującej nas Oracio de laudibus...,
w postaci jednego zdania podrzędnego, które
włączone zostaje w obręb większej syntaktycznej
całości, jaką jest rozbudowana hipotaksa:
[…] convenerunt me nonnulli, qui apud me semper
auctoritate et benivolencia plurimum valuerunt, persuaseruntque, ut hoc saltem
perorandi officium de immortalibus et dignitate eloquencie et oratorie
sciencie hodierna die assumerem.
Tak przedstawiony temat oracji
nie determinuje jednak tematu całej frazy,
w ramach której funkcjonuje, ale w płaszczyźnie
kompozycyjno -treściowej stanowi doskonały punkt
wyjścia i dojścia dla rozważań nad niekompetencją
autora, wspaniałością audytorium czy też wielkością
stojącego przed mówcą zadania, a więc
do wprowadzenia szeregu zalecanych przez retoryki
toposów eksordialnych, wśród których, o czym
poniżej, przeważają te związane z funkcją
captatio benevolentiae.
Pewne
wątpliwości interpretacyjne w świetle powyższych
uwag budzi jednak zastosowany w interesującej
nas oracji zabieg trzykrotnego na przestrzeni
eksordium powtórzenia tematu, czemu towarzyszy
stopniowe jego uszczegółowienie. Innymi słowy,
w ogólnych zarysach przedstawiony temat na
początku wstępu, w kolejnych jego partiach
podlega konkretyzacji aż do pełnego wyjaśnienia,
które jednoznaczne jest z wydzieleniem w
obrębie tematu nadrzędnego - pochwała elokwencji
- trzech podtematów, czy wątków tematycznych
rozwiniętych w osnowie. Na marginesie zauważyć
warto, że owa finalna eksplikacja tematu
dokonana zostaje w formie szeregu zdań
podrzędnych (izokolonów), w których użyte czasowniki
pozostają względem siebie w stosunku częściowej
synonimii - daje to w konsekwencji figurę
distributio - a nadto połączone są współbrzmieniem
końcówek koniugacyjnych (homoioptoton).
Wydaje
się, że skonstatowane powyżej powtórzenia tematu
połączone z jego konkretyzacją - wydzielaniem
tematycznych wątków - są pozostałością, niewyraźnym
echem podziału themata na prothemata, zalecanym
przez artes praedicandi. Jeśli jest to słuszna
hipoteza, to należy uzupełnić ją istotną
uwagą, że w przeciwieństwie do większości
mów np.: Stanisława ze Skarbimierza[5],
tak rozumiane prothemata w interesującym nas
tekście nie są dominantą kompozycyjną wstępu.
Paradoksalnie jednak zapewniają spójność eksordium.
Służą bowiem, na osi tekst - audytorium,
podtrzymaniu pamięci tego ostatniego o właściwym
przedmiocie mowy, a więc w płaszczyźnie
wewnątrztekstowej podporządkowaniu wszystkich partii
wstępu nadrzędnemu jego celowi: przygotowaniu
zebranych do wysłuchania właściwej pochwały elokwencji
zawartej w argumentatio. Zastosowanie owych semantyczno
- leksykalnych powtórzeń w charakterze gwaranta
kohezji i koherencji tekstu znajduje swoje
uzasadnienie przede wszystkim w świetle rozpiętości
całego wstępu, którego poszczególne elementy,
zwłaszcza rozmaite formuły skromnościowe, ulegają
znacznej treściowej i ilościowej amplifikacji,
ale także z uwagi na zastosowaną przez
Jana technikę pisarską, która opierała się
na kompilowaniu dużych i heterogenicznych wyimków
mów, listów czy traktatów przywiezionych przez
naszego mistrza z Padwy.
W
kontekście poruszonej powyżej kwestii spójności
tekstu zwrócić należy uwagę na otwierające
interesującą nas mowę dwa akapity, które
treściowo zdają się odbiegać od zasadniczego
tematu oracji. Jest nim przecież wielkość
elokwencji a nie, jak zdają się sugerować
poniższe frazy, bonae artes:
Cum mecum ipse, viri
eruditissimi, summo studio, maxima cura vementique diligencia considero, cogito
et animadverto, nichil humanis in rebus divinius, nichil prestancius nichilque
nobilius bonarum arcium clarissima sciencia et immensa auctoritate inveniri vel
excogitari posse; necessaria quidem res esset, ut maior auctoritas quam sit
mea, clariorque oracio, ab ornatissimis viris, accuratissime et, quantum ex
humani ingenii facultate esset quantumque rei posibilitas pateretur, amplissima
et illustri oracione, vestro gravissimo in conspectu de laude bonarum arcium
pro tempore exposita esset atque enarrata.
Sed
quoniam de ipsarum laude, licet minus accurate aut eleganter, quam rei dignitas
postulabat, hoc in loco in quodam sermone singulari per me facto fuit peroratum,
non amplissima et copiosa oracione, prout deceret, sed que ne vix referebat
superficiem laudum mediocrum […]
Czy zatem nasz autor popełnił
błąd (vitium) i stworzył exordium separatum?
Pytanie to jest o tyle zasadne, że
w dotychczasowych badaniach nad Janem z
Ludziska zupełnie nie dostrzegano zarysowanego
problemu. Co więcej, jeden z „odkrywców”
tekstów naszego mistrza, Bronisław Nadolski,
w tłumaczeniu Oracio... na potrzeby Wydawnictwa
Biblioteki Narodowej, przełożył wspomniane bonae
artes jako elokwencję. Czy takie poprawianie
mówcy jest potrzebne[6]?
Sądzę,
że odpowiedzi na powyższe pytania dostarczyć
może z jednej strony, określenie stosunku,
jaki zachodzi pomiędzy pojęciem sztuk wyzwolonych
a elokwencją, a z drugiej, wskazanie potencjalnego
wzorca - antycznego - takiego właśnie ukształtowania
wstępu.
Względem
pierwszego zagadnienia, stwierdzić należy, że
wartość znaczeniowa eloquencia pokrywa się częściowo
z wartością znaczeniową bonae artes, ale jej
całkowicie nie wyczerpuje. Innymi słowy, pojęcie
sztuk wyzwolonych jest nadrzędne względem pojęcia
elokwencja. Dalej, skoro tematem omawianych akapitów
jest właśnie wielkość sztuk wyzwolonych, a
tematem głównej części osnowy, godność elokwencji,
to relację, zachodzącą pomiędzy tak określonymi
tematami części tekstu, nazwać możemy derywacją
tematyczną w tym sensie, że temat inicjalnych
akapitów mowy jest nadrzędny względem tematu
argumentacji. Temat omawianych akapitów jest
więc hipertematem, który jednak nie zostaje
w Oracio de laudibus... zrealizowany w pełni. Nie
ma bowiem w oracji mowy o pozostałych
sześciu sztukach wyzwolonych, które wraz z
retoryką tworzyły bonae artes. Zauważyć jednak trzeba,
że fraza o sztukach wyzwolonych, wydaje
się funkcjonować w tekście na prawach
cytatu - parafrazy, trawestacji, zapożyczenia bezpośredniego
(?) - z wcześniejszej, niezachowanej do dziś
mowy - nazwijmy ją m.0 - o sławie
bonae artes. Takie odczytanie powyższego fragmentu
- zwłaszcza początkowej pochwały sztuk wyzwolonych
- sugerowane jest przede wszystkim przez wypowiedź
informującą odbiorców o wygłoszeniu m.0 (podkreślony
fragment tekstu). Tym samym więc, jak
sądzę, cały analizowany tu ustęp przywołuje
jako kontekst odbioru Oracio de laudibus... właśnie
m.0. Jeśli hipoteza ta jest słuszna, to
analizowana w niniejszym artykule mowa pozostawałaby
względem swej poprzedniczki w stosunku transformacji
tematycznej a dokładniej amplifikacji. Innymi
słowy, w Oracio de laudibus... miałoby miejsce poszerzenie
- treściowe i linearne - pobocznego wątku tematycznego
- sława elokwencji - m.0. Dla naszych aktualnych
rozważań podkreślenia wymaga także fakt, że
takie przywołanie wcześniej wygłoszonej mowy,
która zapewne spotkała się z uznaniem
audytorium, służy ukazaniu ethos[7]
oratora a w konsekwencji pozyskaniu życzliwości
słuchaczy.
Kluczem
natomiast do znalezienia antycznego pierwowzoru
Janowego eksordium jest zastosowane przez krakowskiego
mistrza w otwierającym mowę akapicie sformułowanie
bonae artes. Oznaczało ono, jak wiadomo, siedem
sztuk wyzwolonych. Jednak, co bardziej interesujące,
piśmiennictwo wieków średnich w odniesieniu do
dyscyplin należących do trivium i quadrivium preferowało
takie terminy, jak honestae disciplinae a przede
wszystkim senecjańskie artes liberales. Bonae artes natomiast
pojawia się w nim rzadziej i to
w większości wypadków jako pośrednie lub
bezpośrednie zapożyczenie z pism Cycerona[8].
Jeżeli zatem i u naszego mistrza termin
ten funkcjonuje jako reminiscencja z Arpinaty,
to jednym z tekstów, z których mógł
być on przejęty jest „Pro Archia poeta”[9].
Bliższa analiza tych dwóch mów ujawnia
pewne zachodzące między nimi podobieństwa, które
daleko wykraczają poza zbieżność zastosowanego
w nich terminu, bo dotyczą poziomu
inventio i dispositio.
Przede wszystkim stwierdzić
należy zbieżność tematyczną inicjalnych fragmentów
mów. Cyceron, jak i Jan z Ludziska,
porusza bowiem na wstępie kwestię optimarum
artium, qui ad hominem pertinet. (“Pro Archia poeta”
I, 1) Fraza o sztukach wyzwolonych daje
rzymskiemu retorowi asumpt do poruszenia kwestii
związanych z Archiaszem, w którego obronie
przemawia. Służy zatem za swoistego rodzaju
zagajenie, które stopniowo doprowadzić ma do
głównego tematu oracji. Ujmując ją natomiast
w kategoriach spełnianych przez nią funkcji
retorycznych, stwierdzić należy, że tak jak
paralelny ustęp z mowy krakowskiego mistrza,
obliczona jest na pozyskanie przychylności słuchaczy
poprzez ukazanie ethos mówcy. Różnica, jaka zachodzi
pomiędzy początkiem „Pro Archia…” a Oracio
de laudibus... polega m.in. na tym, że bliżej
nieokreślone zasługi na polu bonae artes z tej
pierwszej, w tej ostatniej zostały skonkretyzowane
- przypomnienie wcześniej wygłoszonej laudacji. Brak
w związku z tym w tekście Cycerona
opisanych uprzednio nawiązań intertekstualnych. Co
jednak ważniejsze, to stosunek, jaki zachodzi
u Arpinaty między frazą o sztukach wyzwolonych
a resztą tekstu, zwłaszcza z tą jego
partią argumentatio, w której rzymski mówca,
stosując retoryczną amplifikację, wychwala pożytki
płynące ze sztuki retoryki a nade wszystko
poezji. Obserwujemy tu tę samą, co u
krakowskiego uczonego, relację pomiędzy pojęciem
nadrzędnym - optima artes - determinującym temat części
początkowej wypowiedzi, a pojęciem względem niego
podrzędnym - ars poetica / rhetorica - który określa strukturę
tematyczną nie całej, ale większej części
mowy[10].
Jeśli hipoteza o
echach „Pro Archia…” w interesującej nas
mowie jest słuszna, to zauważyć należy,
że Jan z Ludziska próbował w swoim
tekście naśladować typ wstępu zwany
insinuatio[11]. Kwestia
ta jednak rodzi pytanie o świadomość teoretycznoliteracką
krakowskiego mistrza; pytanie, które wobec niepełności
danych biograficznych - zwłaszcza sprawa studiów
Jana w Italii - a nadto niewystarczających
kompetencji piszącego te słowa, musi tymczasem
pozostać bez odpowiedzi.
Jak powiedziano uprzednio,
ilościowo i objętościowo największą grupę toposów
eksordialnych w mowie tworzą te związane
z funkcją pozyskania przychylności słuchaczy,
zgodnie z zaleceniami traktatów retorycznych
antyku, ale wbrew regułom obowiązującym w
kręgu ars praedicandi, w którym obserwować możemy
tendencję do upodrzędniania roli captatio
benevolentiae na rzecz docilitas i attentio[12].
O tendencji tej świadczą w pierwszym rzędzie
same traktaty o komponowaniu kazań, w
których główny nacisk położony zostaje na
kwestie związane z przedstawieniem i wyjaśnieniem
tematu kazania (docilitas) oraz sposobami
zainteresowania nim słuchaczy (attentio). Z
50 rozdziałów „Sztuki komponowania kazań” Roberta
z Besaveron ponad 30 rozdziałów poświęconych
jest kwestiom przedstawiania i dalszego podziału
tematu na prothematha, a tylko jeden (r.
24) pobieżnie traktuje o sposobach pozyskiwania
przychylności słuchaczy.
Nasz orator wprowadza
więc aż dwukrotnie na przestrzeni wstępu,
topos causa scribendi ( podaje przyczynę podjęcia
napisania i wygłoszenia mowy) a także
na różne sposoby realizowany topos mea
mediocritas (topos skromnościowy), wskazując m.in. na
brak aptum (a więc szeroko rozumianej odpowiedniości)
pomiędzy nim a przedmiotem oracji lub
zebranym audytorium. W tym drugim przypadku
łączy formuły skromnościowe z pochwałą słuchaczy,
jak w w.17 - 38:
Cumque etiam […] hunc arduum
et venerabilem locum et non tantum a mediocriter doctis, verum etiam ab hiis,
qui longius progressi doctrina sunt timendum horrendumque [esse] comminus me
hodierna luce vestro consensu et auctoritate ascendisse et ocupasse videam, non
possum sane […]
W powyżej przytoczonym fragmencie
głównym ośrodkiem oddziaływania na słuchaczy
jest pathos[13]
mówcy. Nasz krakowski mistrz osiąga ten
efekt poprzez zastosowanie czysto retorycznej
konwencji ewokowania wzniosłości, głównie dzięki
odpowiedniemu - t.j. uwznioślającemu - opisaniu miejsca
(topographia)[14].
W interesującej nas partii tekstu miejscem
tym jest mównica uniwersytecka, która - zgodnie
z zasadą pars pro toto - staje się znakiem całego
uniwersytetu pojętego jednak nie tylko jako
przestrzeń fizyczna, ale także społeczna a
przede wszystkim duchowa, w którą na stałe,
stanowiąc jej integralną część, wpisani są
profesorowie i doktorzy. W tym kontekście
na szczególną uwagę zasługują przydane wspomnianej
przestrzeni epitety, z których pierwszy,
arduum (wysoki, stromy), dokonuje hiperbolizacji jej
cechy fizycznej: wysokie usytuowanie. Jednocześnie,
wraz z czasownikiem ascendo (wchodzić do góry,
wspinać się) ukierunkowuje sposób obrazowania
tak, by stwarzał sugestię utożsamienia mównicy
i uniwersytetu z górą. Kolejny epitet
przydany przestrzeni: venerabilis, wyraża jej
dodatnią kwalifikację moralno - religijną, która
in potentia obecna była już w przymiotniku wcześniejszym.
Venerabilis bowiem to tyle, co godny czci,
szacunku, więc eo ipso dobry. Uwznioślenie uniwersytetu
- w tym i wykładających na nim profesorów
i doktorów - polega więc przede wszystkim
na wykazaniu jego jeśli nie sakralnego
charakteru to przynajmniej związków z dziedziną
sacrum, na co wskazuje tak zastosowany
sposób obrazowania - metafora uniwersytetu -góry
-[15],
jak i użyte słownictwo, a zwłaszcza wspomniany
już przymiotnik venerabilis. Zastosowana zatem
w analizowanym fragmencie konwencja retoryczna
ujmuje różnice ilościowe pomiędzy mówcą a
słuchaczami, oparte na różnicy status, w
kategoriach różnic jakościowych, które określić
można przy pomocy opozycji profanum (mówca)
- sacrum (słuchacze i cały uniwersytet). Opozycja
ta ulega pogłębieniu w kolejnych frazach,
w których autor przedstawia transformację wzniosłości
w uniesienie (ekstasis).Wzniosła przestrzeń
- nie tylko uniwersytet, ale i zebrani
profesorowie - wywołuje bowiem u mówcy lęk
(timendum), lecz także nabożną cześć (horrendum),
które uzewnętrzniają się w jego zachowaniu
- non possum sane formidine aut timore aliquo non moveri. Jednak owe
afekty (pathos) oratora najsilniej wyrażone
zostają w emfatycznym wykrzyknieniu (pathopeia)
zbudowanym z trzech synonimicznych grup nominalnych:
[…] profecto obstupesco et vocem faucibus herere
sencio, qui diu eciam maximum opus, difficillimum iter arduumque negocium
ingressum me esse viva voce exclamarem […]
Pathos tym samym podporządkowany zostaje
zapoczątkowanemu przez odpowiedni opis procesowi
ewokowania wzniosłości, stając się, powtórzmy
raz jeszcze, głównym środkiem oddziaływania na
słuchaczy. Zauważyć należy, że jego zastosowanie
we wstępie mowy sprzeczne jest z postulowanymi
przez retoryki antyczne zasadami, zgodnie z
którymi poruszenie emocjonalne odbiorców poprzez
zastosowanie pathopei zarezerwowane było dla
argumentatio lub peroratio. Służyło pozyskaniu przychylności
słuchaczy dla sprawy wątpliwej (dubium)[16],
gdy inne argumenty wydawały się do tego
celu niewystarczające. W analizowanym tekście
natomiast służy przede wszystkim celom panegirycznym.
Szukając źródeł powyżej
opisanej frazeologii i schematów deskryptywnych
należy wskazać na powstałe ok. I -III
w. po Chr. piśmiennictwo łacińskie, które
wobec zmian zaszłych w strukturze społecznej
Rzymu - upadek republiki i powstanie cesarstwa
- musiało wytworzyć szereg sposobów różnicowania
audytorium. To ostatnie bowiem przestało być
grupą względnie sobie równych obywateli. Pojawiła
się wyrastająca ponad wszystkich osoba władcy
i instytucja dworu cesarskiego[17].
Oczywiście w przypadku interesującego nas tu
autora nawiązanie do retoryki okresu cesarstwa
nie jest bezpośrednie, ale zapośredniczone w
literaturze średniowiecza, która zwłaszcza do
tej ostatniej właśnie się odwoływała. I
tak konwencja wywyższania cesarza i jego
najbliższego otoczenia poprzez ich sakralizację
- a więc do przedstawiania różnic ilościowych
w kategoriach różnic jakościowych - pojawia się
od ok. XII wieku w piśmiennictwie - zwłaszcza
epistolografii - kurii papieskiej[18].
Następca Piotra bywa w nim określany jako
bóg na ziemi, słońce ziemskie itp., a
więc przy pomocy określeń przejętych bezpośrednio
z panegiryków ku czci cesarzy rzymskich.
Te same formuły oraz związane z nimi
deskrypcje osoby i miejsca zmierzające do
ich deifikacji i sakralizacji - z wykorzystaniem
oczywiście wspomnianej retoryki wzniosłości - wykorzystane
zostają także przez oratorstwo uniwersyteckie.
Przykładem tego mogą być opisane przez
Kowalczykową[19] mowy
powstałe w Akademii Krakowskiej w pierwszej
połowie XV wieku, w których rektor przedstawiony
zostaje jako odpowiednik Boga, drugi Bóg
rządzący mikrokosmosem - uniwersytetem. Sakralny charakter
tego ostatniego doskonale oddaje Recommendatio…
Skarbimierczyka[20],
który nazywa wszechnicę „tronem bożym” a
profesorów poszczególnych fakultetów aniołami przed
tronem tym czuwającymi.
Najbliższym więc kontekstem,
w którym należy rozpatrywać analizowany fragment
Oracio de laudibus... jest średniowieczne oratorstwo uniwersyteckie
i epistolografia wieków średnich. Poprzez te
właśnie dziedziny piśmiennictwa krakowski uczony,
mniej lub bardziej świadomie sięga do
osiągnięć topiki, frazeologii, schematów opisu
– do retoryki cesarstwa, od której jednak
odżegnywali się humaniści włoscy współcześni
naszemu autorowi, kładąc za wzór do naśladowania
teksty Cycerona, gdzie topiką eksordialną rządzi
podstawowa dla rzymskiego republikanizmu idea
równości (aequitas) wszystkich obywateli, oparta
na antropologicznej koncepcji równości ludzi
jako istot w jednakowym stopniu obdarzonych
przez naturę pierwiastkiem rozumu (ratio).
Stąd też, jak u Arpinaty, w mowach
Barzizzy, czy traktacie - liście Leonarda Bruniego
brak właściwych Oracio de laudibus... formuł tak silnie
deprecjonujących osobę autora oraz fragmentów
o charakterze panegirycznym, w których różnice
społeczne pomiędzy nadawcą a odbiorcą ujmowane
byłyby w kategoriach różnic jakościowych.
Jednocześnie, jak gdyby
wbrew opisanym powyżej praktykom, Jan z
Ludziska rezygnuje ze stosowania usankcjonowanej
tradycją tytulatury, która odzwierciedlała pozycje
społeczne członków audytorium. Jak pokazuje praktyka
współczesnych naszemu autorowi mówców związanych
z Akademią Krakowską, rozróżniali oni wśród
słuchaczy wysokie duchowieństwo, w tym przede
wszystkim kanclerza uniwersytetu: arcybiskupa krakowskiego
(jeśli oczywiście był obecny), stosując wobec
nich tytuły: patres lub domini z dookreślającym
przymiotnikiem reverendissimi, dalej rektora uniwersytetu,
którego nazywano dominus itd.. Nasz uczony w
miejsce wymienionych tytułów określa swoich słuchaczy
mianem patres i doctores, viri z epitetami
clarissimi, ornatissimi itp.. Już jeden z pierwszych
badaczy spuścizny mistrza krakowskiego, ks. Jan
Fijałek, zauważył tę charakterystyczną cechę
pisarstwa Jana - zwłaszcza porzucenie epitetu
reverendissimi na określenie duchowieństwa - przypisując
ją sympatiom husyckim[21]
profesora wydziału sztuk. Tezę o husyckiej
orientacji krakowskiego mistrza podważył przekonująco
Nadolski[22]. Nie
wyjaśnił on jednak przyczyny opisanego powyżej
odejścia krakowskiego mistrza od średniowiecznej
tradycji. Jest nią, jak sądzę, naśladownictwo
mów humanistycznych, w których patres i
doctores są nazwami zwyczajowo stosowanymi na
określenie słuchaczy, nawet wysokiego duchowieństwa.
Po
eksordium zakończonym prozopopeją, w której mówca
swoje wewnętrzne obawy związane z czekającym
go zadaniem wygłoszenia oracji wkłada w
usta postaci fikcyjnych stanowiących personifikację
pojęć ogólnych następuje krótkie objętościowo
divisio a następnie główna część tekstu -
argumentatio. Cechą najbardziej znamienną osnowy jest
to, że rozkład problematyki w niej zawartej
daleki jest od uporządkowania, a przynajmniej
porządek ten przy pobieżnej lekturze trudno
wykryć. Przyczyna takiego stanu rzeczy leży
przede wszystkim w fakcie, że autor sięga
w Oracio de laudibus... do metody kompozycyjnej, którą
David Robey w odniesieniu do De ingenuis
moribus… określa mianem asocjacyjnej[23].
Pozwala ona autorowi wybiegać poza aktualnie
poruszaną problematykę w stronę tematów mających
swą pełną eksplikację w dalszych partiach
tekstu; poszerzać dyskutowane kwestie wskazaniem
innych, częściowo z nimi związanych, ale
w samej mowie lub traktacie nie rozwiniętych.
Na poziomie dispositio znakiem tej metody będzie
więc, jak łatwo się domyślić, amplifikacja
a dokładnie jej odmiana zwana digressio.
W części pierwszej
niniejszego artykułu wskazaliśmy na dwudzielną
budowę osnowy złożonej z części pierwszej,
która jest właściwą pochwałą elokwencji, i
części drugiej, stanowiącej zachętę słuchaczy
(studentów) do oddania się studiom na
Akademii Krakowskiej. Choć twierdzenie to jest
słuszne, to jednak uzupełnić je trzeba
istotną uwagą, że w ramach pierwszej części
mowy ( argumentatio) wyróżnić możemy dwa
etapy argumentacji. Pierwszy z nich skierowany
jest w głównej mierze do zebranych profesorów
i notabli. Otwiera go konstatacja - wyrażona
przy pomocy sparafrazowanego fragmentu De oratore -[24],
że spośród wielu sądów, jakie wypowiedziano
na temat elokwencji najbardziej godne zapamiętania
(memoratu digne) wydają się autorowi twierdzenia
Krassusa, które też Jan przytacza i opatruje
odpowiednim komentarzem. Obydwa są bezpośrednimi
zapożyczeniami z De oratore Cycerona,
w którym wspomniany rzymski senator stanowi
porte parole autora.[25]
Samo, na wzór platońskich dialogów ułożone
dzieło, znane było średniowieczu i pierwszym
prehumanistom w zniekształconej formie. Dopiero
odkrycie przez Landriniego w 1421 r. pełnej
wersji traktatu przyczyniło się do jego
niesłychanej popularności, której przyczyny leżą
nie tylko w szerszym zakresie problematyki
poruszanej w tym późnym dziele Arpinaty,
ale przede wszystkim w przedstawionej w
nim koncepcji retoryki (i retora), zwłaszcza
w jej relacjach do życia społecznego[26].
Choć mowa naszego krakowskiego mistrza wykazuje
w wielu miejscach istotne zależności od
De oratore, które przejawiają się nie tylko
w postaci cytatów jawnych, ale także a
może przede wszystkim parafraz fragmentów czy
zapożyczeń niektórych idei przedstawionych w
dialogu Cycerona, to jednak trudno jednoznacznie
i bez cienia wątpliwości stwierdzić, że
nasz krakowski mistrz znał całość antycznego
dzieła. Przeciwnie, fakt, że wszystkie zawarte
w oracji cytaty oraz wspomniane parafrazy
czy przejątki myślowe pochodzą z początkowych
partii księgi pierwszej De oratore oraz, że same
cytaty wykazują istotne zniekształcenia w stosunku
do oryginału, każą przypuszczać, że Jan
z Ludziska zapoznał się chyba tylko z
księgą pierwszą dialogu a najprawdopodobniej
z jej fragmentami. Źródłem takowych, obok
przywiezionych z Padwy przez krakowskiego mistrza
tekstów[27], mogły
być, dziś nam nieznane, wypisy czy florilegia.
Pierwszy, w kolejności
przytoczenia, cytat z Cycerona, wprowadza słuchaczy
w sam środek problematyki roli elokwencji
w życiu społecznym. Podkreślone w nim
zostają z jednej strony siła retoryki,
dzięki której możliwe jest kierowanie wolą
ludzi, z drugiej natomiast optymalne warunki
jej rozwoju, które stwarza społeczeństwo żyjące
w pokoju i pokój miłujące:
Quid
prestabilius videtur quam posse dicendo tenere hominum cetus, mentes allicere,
voluntates impellere, quo velit, unde autem velit, deducere? Hec una res in
omni libero populo, maxime in pacatis tranquilisque civitatibus precipue semper
floruit semperque dominata est.
Należy zwrócić uwagę, że powyższe
twierdzenie nie funkcjonuje w obrębie argumentacji
na prawach stawianej hipotezy, która ma
być udowodniona, ale samo w sobie jest
dowodem ex auctoritate tezy o wielkości i powadze
siły elokwencji. Dowód ten jest o tyle
akceptowalny, o ile przyjmie się za niewątpliwą
przesłankę większą, że o wielkości i dostojeństwie
sztuki decyduje jej praktyczny charakter (utilitas).
Zważywszy, że to właśnie specyficznie pojęty
praktycyzm czy utylitaryzm staje się w
tekście podstawowym ale nie jedynym kryterium
oceny godności sztuk, w tym samej elokwencji,
zasadne staje się pytanie o stopień uznania
przez audytorium słuszności tego kryterium.
Dominującym
w średniowieczu miernikiem wyższości danej sztuki
była przede wszystkim godność właściwego jej
przedmiotu[28]. Pierwocin
tego poglądu szukać należy w starożytności
greckiej, która na Europę średniowieczną oddziaływała
początkowo za pośrednictwem pism patrystycznych
i fragmentów dzieł takich filozofów, jak
Platon czy Plotyn, a wraz z napływem
arabskich tłumaczeń traktatów Arystotelesa twórczości
tego ostatniego. Klasyczne sformułowanie kryterium
godności nauk odnaleźć można w wielokrotnie
w wiekach średnich komentowanej rozprawie „De
anima”, w której Stagiryta pisze:
Chociaż wszelką naukę
uważamy za rzecz piękną i wartościową, przenosimy jednak jedną nad druga już to
dla jej większych subtelności, już to dla jej przedmiotu wznioślejszego i
bardziej godnego podziwu[29].
Nowość, jaką w
interesującej nas kwestii przyniósł wiek XV
polega w pierwszej mierze na wprowadzeniu
drugiego kryterium oceny, kryterium praktycystycznego,
które wyrażało się w takich wartościach,
jak dobro państwa i społeczeństwa. Przyjęcie
go w środowisku polskim tłumaczyć można
z jednej strony rosnącym w naszym kraju
wpływem viae modernae[30],
w tym przede wszystkim twórczości Burydana[31],
z drugiej natomiast konkretną sytuacją polityczną
- rodząca się świadomość narodowa, unia z
Litwą[32] - w
jakiej znalazła się Rzeczpospolita w pierwszych
dziesięcioleciach piętnastego stulecia. Należy jednak
podkreślić, że uznanie przez mistrzów krakowskich
nowego miernika wartości nauk, równoznaczne było
z traktowaniem go jako kryterium komplementarnego,
rzadziej konkurencyjnego w stosunku do kryterium
godności przedmiotu. Postawę tę ilustruje najlepiej
przykład wspomnianego już Pawła z Worczyna,
który w komentarzu do „De anima” z
1417 roku zastanawia się nad pytaniem
kto jest ważniejszy: praktyk czy teoretyk.
W odpowiedzi na nie, by przytoczyć słowa
Rebety, „Paweł posłużył się dwoma kryteriami
wartościowania, tj. kryterium metafizycznym, które
wyraźnie nie zostało sformułowane, ale implicite
mieściło się w tej wypowiedzi, i kryterium
praktycystycznym, wyrażającym się w interesie
państwa i społeczeństwa […]. Z punktu
widzenia zatem kryterium metafizycznego rzeczą
bardziej pożądaną jest, by wszyscy ludzie
oddali się kontemplacji: simpliciter dicendo melius esset
omnes homines esse speculativos quam practicos.”[33]
Jednak sytuacja taka byłaby zgubna dla
państwa, gdyż si omnes homines essent speculativi, perirent
communitates et pollicie[34].
Konkluzją tych rozważań jest stwierdzenie, że
pomiędzy praktykami a teoretykami powinna istnieć
swoista ilościowa równowaga; że pod pewnymi
względami lepsi są ci pierwsi, pod innymi
drudzy; że w końcu jednaką wartość posiadają
nauki społeczne i teoretyczne. Utrzymane w
podobnym duchu wypowiedzi odnaleźć można i
u innych szkolarzy Akademii Krakowskiej, by
wymienić Piotra z Sienna[35],
Stanisława ze Skarbimierza, czy anonimowych komentatorów
„Metafizyki” z lat 1423 i 1433[36].
Jak zatem wynika
z tej pobieżnej i tym samym niepełnej
charakterystyki, obrane przez Jana z Ludziska
kryterium oceny sztuk oraz, co ukażą dalsze
analizy, kierunek jego argumentacji wychodziły
naprzeciw dominującym na wszechnicy krakowskiej
w pierwszej połowie XV wieku tendencjom
praktycystycznym.
Zapożyczone z De
oratore słowa opatrzone zostają odpowiednim komentarzem,
który organizuje strukturę tematyczną całego
akapitu, i który uznać można raczej za
ilościowe niż jakościowe rozwinięcie myśli Krassusa.
Najpierw więc Jan z Ludziska jako egzemplifikację
tej ostatniej podaje przykład Cycerona, uznając
go z człowieka, który w stopniu najwyższym
opanował sztukę elokwencji:
Et quam
vim aliam in Cicerone illo nostro summo in dicendo viro ac principe, cum
Milonem vita dignum fore demonstrare conabatur, regnasse existimatis, quam
illam ipsam eloquenciam ac vim oratoriam, que in ipso principatum suum
collocare statuit et eloquencie principem appellari?
Należy zwrócić uwagę,
że funkcjonująca w średniowieczu[37]
na zasadzie komunału formuła: Cicero- rex/ princeps
eloquentii/ dicendi zostaje w powyższym passusie odnowiona
poprzez przywołanie obok samego imienia Cycerona
także konkretnego faktu z jego życia w
celu uzasadnienia przyznanego Arpinacie pierwszeństwa
w sztuce wymowy. Tym samym też pierwotna
antonomazja przekształca się w exemplum typu
brevitas[38]. W
perspektywie struktury tematycznej tekstu, przywołany
ustęp umożliwia natomiast autorowi rozpatrzenie
zarysowanej w cytacie z De oratore koncepcji
retoryki w jej relacji do osoby doskonałego
mówcy, którego wzorem staje się właśnie
Cyceron. I tak cały fragment (w.w. 103
- 121) aż do momentu przywołania drugiej
zapowiedzianej już myśli Krassusa, służy zbudowaniu
parenetycznego obrazu Arpinaty. O wielkości tego
ostatniego świadczyć mają m.in. słowa Apoloniusza
zaczerpnięte z „Żywotów” Plutarcha[39],
po których, nieco more scholastico, w tej
samej funkcji przytoczona zostaje wypowiedź Seneki[40]
a dalej krótkie wyjaśnienie dlaczego
monarcha philosophiae moralis przyznał najwyższą cześć i
chwałę Arpinacie:
Et quare Apollonium illum gravissimum in dicendo
virum tam luculentissima oracione ad Ciceronis laudem fretum esse putatis, nisi
eius oracione omni lepore referta victus extitisset? Constat namque ipsum
talibus verbis usum fuisse:” Ego te laudo equidem et admiror, Cicero, quod
reliquam unam ac solam que supererat, doctrine et eloquencie gloriam per te
nobis auferri et ad Romanos transferri video, ut nichil iam precipue laudis
apud nostros relinquatur” Ac Senecam moralis philosophie monarcham nonne
huihusmodi sentenciam libris iius De declamacionibus interseruisse
vidimus: „Quidquid Romana facundia habet, quod insolenti Grecie aut opponat aut
preferat, circa Cicoronem effloruti. Omnia enim ingenia, que lucem nostris
studiis attulerunt, tunc nata sunt”. Et qua racione tanta auctoritate virum
omne Romani eloquii decus et gloriam Ciceroni tribuisse existimatis, nisi
divina eius et immensa eloquencja, que tanta in ipso fuit, quanta umquama im
alquo mortali vel inverniri vel excogitari possit?
Omówiony dotąd wyimek
mowy podawany był w literaturze przedmiotu[41]
jako przykład wpływu na piśmiennictwo polskie
pierwszej połowy XV wieku prądów humanistycznych
z charakterystycznym dla nich kultem Cycerona
- mówcy. Choć opinia ta wydaje się słuszna,
wymaga jednak komentarza, który dotyczy z
jednej strony wykorzystanych przez Jana z
Ludziska do tworzenia wizerunku rzymskiego retora
źródeł, z drugiej typu przypisanych mu
cech.
Co
do kwestii pierwszej, jak już powiedziano,
autor nasz oparł się w konstruowaniu idealnego
obrazu Arpinaty na Senece i Plutarchu.
Powszechną jednak praktyką w XV stuleciu
było wykorzystywanie do analogicznych celów nowo
odkrytych mów i listów samego Cycerona,
co dawało możliwość pełniejszego uchwycenie wieloaspektowej
osobowości rzymskiego retora[42].
Sposobności takiej nie stwarzały natomiast pisma
Seneki, który tym samym stawał się w
interesującym nas okresie trzeciorzędnym źródłem
informacji o antycznym mówcy. Autor natomiast
„Żywota Demostenesa i Cycerona”, choć doceniany
przez humanistów, wydawał się im niesprawiedliwie
przedkładać greckiego krasomówcę nad Arpinatę.
Jak zauważa Hans Baron[43],
jako alternatywę dla jednostronnego przedstawienia
postaci antycznego mówcy w utworze Plutarcha,
Leonardo Bruni Aretino napisał około 1415
roku „Cicero Novus”[44]
- biografię wyznaczająca standardy gatunku dla
bez mała całego renesansu. Choć stawianie
tych samych wymagań piśmiennictwu Jana z
Ludziska co tekstom włoskich luminarzy humanizmu
jest, biorąc pod uwagę chronologię i geografię
przemian społeczno -kulturowych zachodzących w
XV wieku, nie całkiem prawomocne, gdyż
może prowadzić do niewłaściwej, ahistorycznej
oceny dorobku krakowskiego mistrza, to jednak
uzmysławia doskonale, że dorobek ten prezentuje
początkową fazę asymilacji nowego prądu; że
literacki portret Cycerona zawarty w analizowanej
mowie oparty został przynajmniej w części
– Seneka - na znanych już w wiekach
poprzednich - i do tego samego celu wykorzystywanych
- źródłach.
Tytuł „Cicero Novus”
posiadał jednak także głębszy sens. Nowy
Cyceron był bowiem antytezą dla Cycerona
starego, takiego, jakim znały go wieki
średnie: „króla” retoryki w jej aspekcie
teoretycznym, a więc kodyfikatora reguł ozdobnego
mówienia, oraz filozofa, który prowadził swe
życie w samotności, z dala od spraw
państwowych[45]. „Nowy
Cyceron” dla Bruniego a wcześniej dla
Salutatiego i Wergeria stał się przede
wszystkim mężem stanu. Dokładnie rzecz ujmując,
by posłużyć się słowami Barona, stał się
politykiem i filozofem. Jako konsul służył
państwu, jako filozof, przyswoił światu łacińskiemu
myśl filozoficzną Grecji: Ita solus, ut credo [tj. Leonardo
Bruni], hominum duo maxima munera et difficillima adimplevit[46].
Choć humaniści na ogół traktowali te dwie
dziedziny życia Arpinaty jako względem siebie
komplementarne, to jednak przejawiali skłonność
do eksponowania obywatelskiego, społecznego zaangażowania
antycznego mówcy. Tendencja ta, o której
istnieniu przekonuje nawet pobieżne zaznajomienie
się z odpowiednimi tekstami Salutatiego czy
Wergeria[47], warunkowana
była przede wszystkim realizowanym podówczas
programem odnowy „sztuki elokwencji” i, zapożyczoną
z Cycerona, koncepcją państwa jako dobra
wspólnego, głoszoną zwłaszcza w kręgu tzw.
humanizmu obywatelskiego[48].
Skoro bowiem państwo jest dobrem wszystkich
obywateli, to wszyscy obywatele winni o
nie dbać poprzez czynne uczestnictwo w
życiu społecznym i politycznym. Najlepszą formą
tego uczestnictwa jest artystyczna wymowa, bo
przecież, jak mówił Leonardo Bruni, któż
lepiej niż mówcy potrafi potępiać występki
i chwalić cnotę, skłaniać zgromadzenie do
podjęcia najlepszej dla ojczyzny decyzji itd.[49]
W świetle tego zatem odnowa krasomówstwa,
a więc oparcie go na wzorach starożytnych,
uznana zostaje przez humanistów za pierwszoplanowe
zadanie do wykonania. Osoba Cycerona wykorzystywana
jest w powstałych wówczas tekstach jako
doskonała egzemplifikacja wymienionych tu idei
a także, zgodnie z renesansową historiozofią,
która w antyku widziała okres optymalnego
rozwoju ludzkich możliwości i przez to
godny do naśladowania wzór, jako owych
idei źródło i ostateczne uprawomocnienie.
U Jana z Ludziska
niewątpliwie humanistyczne wydaje się samo hołdownicze
podejście do Arpinaty, którego osoba, jak
u Bruniego, staje się w mowie miernikiem
postaw współczesnych ludzi. Jednak w przeciwieństwie
do „Cicero Novus” rola elokwencji w politycznej
działalności samego Cycerona oraz jego zaangażowanie
w życie obywatelskie Rzymu nie zostają
w tekście dostatecznie podkreślone. Choć bowiem
cały analizowany tu ustęp otwiera przykład
obrony Milona, wskazujący na związki retoryki
z prawem, to jednak potencjał treściowy
czy ideowy, jaki niesie to exemplum w
dalszych frazach, jak widzieliśmy, nie zostaje
w pełni wykorzystany. Zamiast problematyki społecznej
funkcji wymowy Arpinaty Jan z Ludziska
podejmuje natomiast rozważania na temat idei
translatio studii, której realizację wiąże właśnie
z osobą Cycerona; idei, która nie była
przecież obca włoskim humanistom, ale której
pojawienie się, biorąc pod uwagę dotychczasowy
tok dyskursu, jest co najmniej zaskakujące.
Autor De oratore, tak poprzez przytoczone cytaty,
jak i ich odautorski komentarz, urasta
zatem w mowie do rangi fundatora rzymskiej
cywilizacji; tego, który z Grecji przeszczepił
naukę (doctrina) i elokwencję na grunt
rzymski.
Janowi z Ludziska
przywołana koncepcja translatio studii umożliwia ześrodkowanie
uwagi na kwestii wzajemnych relacji elokwencji
i wiedzy (doctrina).
Na podstawie sugestii
płynących z dotychczas analizowanych partii mowy,
można je określić jako relacje współwystępowania:
nauka i elokwencja istnieją (istniały) w
jednym podmiocie - Cyceronie. Są więc naznaczone
stosunkiem sąsiedztwa czasowego i przestrzennego.
Dalszy tok dyskursu zmierza do uszczegółowienia
owych związków, do ściślejszego powiązania elokwencji
i nauki. Pierwszym krokiem w tym kierunku
jest przytoczenie drugich, zapowiedzianych uprzednio,
słów Krassusa:
Sed iterum Crassum loquentem audiamus: „Quid enim
est tam admirabile, quam ex infinita multitudine hominum existere unum, qui id,
quod omnibus natura sit datum, vel solus vel cum prepaucis facere vel verbis
exprimere possit?”
Cytat ten pochodzi, jak i
poprzedni, z De oratore, gdzie tworzy swoistą
jednozdaniową dygresję w ramach głównego tematu
wywodów rzymskiego senatora:
Quid enim est aut tam admirabile, quam ex infinita
multitudine hominum existere unum, qui id, quod omnibus natura sit datum, vel
solus vel cum prepaucis facere possit. (De or. I, VII, 31)
Porównanie dwóch powyżej przytoczonych
wersji cytatu - oryginalnej i występującej u
Jana z Ludziska - ujawnia, że ta ostatnia
w stosunku do samego tekstu Arpinaty została
poszerzona o frazę: vel verbis exprimere. Jak sądzę
owo „rozszerzenie”, dokonując radykalnej zmiany
pierwotnego sensu cytowanego zdania, umożliwia
oratorowi wykorzystanie wyrażanego przez nie
sądu w charakterze argumentu na rzecz
łączności wiedzy i elokwencji.
Zgodnie z intencją
znaczeniową interesującej nas partii dialogu
Cycerona: id, quod natura omnibus sit datum, rozumieć można
jako cechę wrodzoną, możliwość mówienia (ingenium
loquendi)[50], a
zatem własność człowieka, która sytuuje się
po stronie natury, jest jej darem, i
dzięki której człowiek przewyższa wszystkie zwierzęta.
Czasownik facere – kształtować, doskonalić[51]
- odnosi się do procesu kształtowania, doskonalenia
cechy mówienia przy pomocy sztuki. Czynności
tej dokonuje ów człowiek albo sam –
solus - albo też z niewielką liczbą ludzi
- perpaucis z domyślnym dopełnieniem hominum. To zatem,
co wyraża czasownik facere przynależy do sztuki
(ars). Całe zdanie więc można przetłumaczyć
w następujący sposób:
Na podziw zasługuje więc to, że wśród wielkiej liczby ludzi
istnieje jeden, który cechę mówienia właściwą wszystkim istotom ludzkim potrafi
sam lub z towarzyszeniem niewielu osób udoskonalić ( tak, że -
w domyśle - może przy jej pomocy kierować
czynami ludzi, pociągać ku sobie umysły).
W interesującej nas mowie analizowany cytat
- z rozszerzeniem - Nadolski przekłada w następujący
sposób:
Co bowiem jest tak niesłychane jak to, że wśród
niezliczonej ilości ludzi istnieje jeden, który to, co z natury zostało dane
wszystkim, on albo sam jeden może sprawić i słowami wyrazić, albo niewielu
tylko ludzi[52].
Co jest przedmiotem czynności
wyrażonej przez czasowniki facere i exprimere?
Co oznacza w zmienionym kontekście fraza
id, quod natura omnibus sit datum? - pytania te oddają
podstawowe problemy interpretacyjne, które pojawiają
się przed odbiorcą powyższego przekładu (a
także oryginału). Chciałbym w tym miejscu
na zasadzie hipotezy zaproponować dwie odmienne,
ale wzajemnie się niewykluczające, translacje
(i eksplikacje) omawianego fragmentu. W pierwszej
z nich czasownik facere traktuję jako synonim
exprimere. Takie zestawienie częściowo bądź całkowicie
synonimicznych wyrazów, zwłaszcza czasowników w
klauzulach zdań, jest charakterystyczną cechą
stylu Jana, który w tym zakresie nie
odbiegał od praktyki współczesnych sobie pisarzy.
Czasownik exprimere, jak sądzę, oznacza natomiast:
wyrażać, artykułować, wydobywać z siebie. W
takim też sensie został użyty nieco dalej
(w. 148). Jego znaczenie precyzuje ablativus
modi: cum perpaucis verbis. Perpaucis więc w tym
kontekście jest przymiotnikiem w ablatiwie określającym
oddzielone od niego – hyperbaton - verbis.
Problem pozostaje jednak ze wskazaniem funkcji
przymiotnika solus. Jeżeli jednak poprzedzające
go vel odczytamy nie jako „albo”, ale
„nawet”, „zaiste”, to wtedy omawiany wyraz
będzie podmiotem zdania. Sens zatem tego
ostatniego przedstawiałby się następująco: wśród
wielu ludzi istnieje jeden, który to,
co przez naturę wszystkim ludziom zostało
dane, a więc całość przyrodzonych właściwości
człowieka, może sam jeden wyrazić niewielką
ilością słów.
Według
drugiej interpretacji, czasownik facere oznacza „zajmować
się czymś” (także w sensie pracy naukowej).
Jego przedmiot zostaje określony przez zdanie
podrzędne przydawkowe quod natura omnibus sit datum, które,
jak w translacji uprzedniej, denotuje naturę
ludzką. W tym ujęciu, fraza vel solus vel
cum perpaucis facere odnosiłaby się do procesu naukowego
poznania, natomiast fraza końcowa vel verbis
exprimere do czynności wyrażania wyników tego
poznania przy pomocy słów.
Zarówno
w pierwszej jak i w drugiej propozycji
interpretacyjnej, zdanie quod natura omnibus sit datum przetłumaczono
jako „to, co przez naturę wszystkim ludziom
zostało dane”. Tak określony przedmiot poznania
eo ipso przywołuje filozofię przyrody jako dziedzinę
wiedzy / nauki, pod którą podpada[53].
Jeśli jest to trafne spostrzeżenie - podobnie
jeśli trafna jest jedna z hipotez translacyjnych,
to cała wypowiedź Krassusa, w perspektywie
funkcji spełnianych przezeń wewnątrz dyskursu
argumentacyjnego, stanowi jedno z uzasadnień
włączenia w obręb dyscyplin właściwych retoryce,
philosophia naturalis. Jednak analizowany tu passus
może odnosić się także do wiedzy w
ogóle, bez dalszej specyfikacji w postaci
zaliczenia jej do tej czy innej kategorii
w systemie nauk. Tym samym cytat z
De oratore powtarza podstawową parę pojęć - i
denotowanych przez nie własności - wyakcentowanych
w osobie Cycerona: doctrina - eloquentia. W ten
sposób, jak już powiedziano, uściśla charakter
relacji zachodzących między nimi, który najpierw
oparty na związku współwystępowania, obecnie
zostaje ujęty jako związek zależności tego
rodzaju, że doctrina potrzebuje eloquentiae jako środka
wyrazu. W pełni tę zależność wyrazi Jan
z Ludziska w dalszych partiach swej mowy,
zwłaszcza w przytoczonym exemplum o filozofie,
którego poznanie jest niczym skoro nie
potrafi on jego rezultatów ozdobnie i
elegancko przedstawić. W tym punkcie naszych
rozważań istotne jest jednak samo podkreślenie
w tekście owych związków między doctrina a
eloquentia[54] połączone
z przyznaniem im statusu cech dystynktywnych
określających idealnego mówcę. Proces dochodzenia
do tej ostatniej konkluzji w obrębie interesującego
nas tu dyskursu można opisać jako przejście
od szczegółu do ogółu. Najpierw więc zostaje
przedstawiona osoba Cycerona jako wzoru idealnego
mówcy, któremu, mocą autorytetów: Apoloniusza
i Seneki, przypisano wiedzę i umiejętność
ozdobnego mówienia. Jak już wielokrotnie powiedziano,
związek między dwoma ostatnimi oparty jest
w tym przypadku na zasadzie współwystępowania.
Owo współwystępowanie wiedzy i elokwencji w
idealnym mówcy zostaje podniesione do rangi
ogólnej normy, w czym szczególna rola
w tym względzie przypada właśnie wspomnianym
słowom Krassusa, które stanowią moment przejścia
od faktu jednostkowego – Cyceron - do
konstruowania wizerunku idealnego mówcy w ogóle,
w tym sensie, że wyrażają wprost ideę
elokwencji i nauki jako cech istotnościowych
idealnego oratora.
Następujący po analizowanym
fragmencie akapit zamyka konkluzja, że tym,
co wyróżnia człowieka wśród zwierząt jest
mowa:
Quid enim iocundius homini in hac fragili caducaque
vitaesse potest, quam unum se admirandum prebere omnibus et eo dicente omnes
conticescere et eius verba admirari et in eo ipso, in quo homines maxime
bestiis prestant, in hoc ipso homines superare? In
hoc enim a bestiis ac animalibus brutis differimus, quod loquimur inter nos et
quod exprimere in dicedo sensa possumus.
Wyrażona w przytoczonym
fragmencie myśl - mowa jako cecha typowo
ludzka (De oratore (I, 4, 5) - była bardzo
często przywoływana przez humanistów w dyskusjach
o godności istoty ludzkiej[55].
Poggio w liście do Guarina Veronesego,
by poprzestać na jednym przykładzie, napisał:
[…] haud scio an sit omnium prestantissimum quod ea [natura] nobis elargita est, usum atque rationem dicendi sine quibus
neque ratio ipsa neque intellectus quicquam ferme valerent. Solus est enim
sermo quo nos utentes ad exprimendam animi virtutem ab reliquis animantibus
segregamur.[56]
W analizowanej mowie spełnia ona funkcję